Jednym z pierwszych, najważniejszych i… najbardziej emocjonujących etapów organizacji ślubu jest tworzenie listy gości. To właśnie od niej zależy nie tylko skala wesela, ale też jego klimat, budżet, miejsce, a czasem nawet data.
Nic dziwnego, że tyle par zaczyna od tych samych rozterek: kogo zaprosić, a kogo nie? Czy zapraszać ciocię z Londynu, której nie widzieliśmy od 10 lat? Czy zapraszać kuzynkę, z którą rozmawiamy raz na trzy lata? Czy w ogóle chcemy robić wielkie wesele, skoro to „nasz dzień” i mamy prawo decydować?
I właśnie tu warto się na chwilę zatrzymać. Bo choć dziś wiele par mówi: „robimy wesele dla siebie”, to jeszcze nie tak dawno temu funkcja wesela była zupełnie inna.
Zgodnie z tradycją, to rodzice wyprawiali wesele swojemu dziecku. Dlaczego? Bo ślub był momentem stworzenia nowej rodziny. Wesele miało być okazją do przedstawienia wybranki lub wybranka najbliższej i dalszej rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom, ludziom z otoczenia. Było świętem nie tylko Pary Młodej, ale całych rodzin, które się ze sobą łączyły.
Wesele miało funkcję społeczną i symboliczną – zaproszenie na nie było znakiem: „ta osoba jest teraz częścią naszej wspólnoty”. I właśnie dlatego zapraszano nie tylko tych, z którymi widujemy się co tydzień, ale także tych, których nie mieliśmy okazji dobrze poznać – po to, by ich poznać.
Dziś wiele z tych znaczeń się zatarło. Coraz częściej podkreślamy, że ślub to nasza osobista decyzja, nasza ceremonia, nasz dzień. I to jest zrozumiałe – szczególnie jeśli to my, jako Para Młoda, finansujemy uroczystość, planujemy każdy detal i podejmujemy większość decyzji. Ale może w tym wszystkim warto zostawić choć odrobinę przestrzeni na ideę wspólnotowości?
Być może lista gości to nie tylko narzędzie do zarządzania budżetem. Może to również okazja do zbudowania mostu – między tym, co było, a tym, co ma nadejść. Między tymi, którzy już są w naszym życiu, a tymi, którzy mogli nam umknąć, ale właśnie teraz mogą stać się częścią naszej historii.
Wielu z nas mówi: „po co zapraszać krewnych, których widzimy raz w życiu?”
No właśnie po to, żeby ich poznać!

